piątek, 17 marca 2017

Stare czasy pisania opowiadań


Przeglądając swoją starą pocztę trafiłam na swoje własne opowiadanie, które napisałam z 5 lat temu. Jak dużo czasu minęło i od tego czasu nic nie napisałam. Nie wiem czy nie było okazji by coś więcej pisać czy coś całkiem innego się wydarzyło.
Podzielę się z Wami tym tekstem tutaj. Chcę by był w widocznym miejscu i nigdy mi się nie zatracił w przeróżnych rzeczach.
Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze do tego wrócę i będę przelewać swoje wizje na papier. Teraz staram się to pokazywać poprzez swoje zdjęcia.




"Realny sen"

1


       
         Obudziłam się. Pierwsze co zobaczyłam to to, że ogromne, lepkie i czarne macki trzymają mnie bym się nie wyrywała stąd gdzie się akurat znalazłam. Przeszedł mnie straszny dreszcz. Nie wiedziałam gdzie jestem. Miejsce to przypominało dół wykopany na potrzeby pochówku człowieka, czyli grób. Czułam się w tym miejscu bardzo nieswojo. Chciałam się stamtąd wydostać, ale nie wiedziałam jak to zrobić. Usłyszałam, że coś się zbliża, szybko, jakby coś biegło w moim kierunku. Siedziałam sparaliżowana nie tylko przez strach, a także przez to, że ciągle te ohydne macki mnie przytrzymywały. Po jakimś czasie szelest liści i bieg liści ucichł, a macki, które mnie trzymały nagle mnie puściły. Wtedy zrozumiałam, że za chwilę stanie się coś złego. Nie byłam na nic takiego przygotowana. Siedziałam i czekałam na rozwój wydarzeń. Nie wiem jak długo tam siedziałam i czekałam aż coś się wydarzy, ani od której tam siedziałam. Gdy robiło się widno, ktoś zrzucił mi linę. Nie wiem kto to był, ani skąd wiedział, że akurat tam jestem. Nie wiem, po prostu nie wiem. Nie chciałam tam dłużej siedzieć, więc się nawet nie zastanawiałam i zaczęłam się wspinać. Lina była chropowata, sucha i szorstka, dlatego trudno mi było się po niej wspinać. No ale co miałam zrobić? Siedzieć tam nie wiadomo jeszcze jak długo? Czekać aż przyjdzie po mnie ktoś, jak już otrzymałam linę? Nie, to było za dużo. W połowie drogi ręce bolały mnie niemiłosiernie, ale mówiłam sobie: Katrin, dasz rade ! Zostało Ci tylko połowa drogi i będziesz mogła stąd wyjść!  Te słowa dodawały mi otuchy. Wreszcie wyszłam z tego dołu. Spoglądając na niego z góry, był on bardzo głęboki. Nie wierzyłam, że spędziłam w nim chyba całą noc i w końcu jestem poza nim. Rozejrzałam się dookoła. Rozpoznałam charakterystyczne rośliny i drzewa. To były te co mi się ostatnio śniły. Nie wiem czy to ma jakiś związek z tym co się w nocy stało. Przeszłam z jakieś 200m i uznałam, że to co widzę jest takie samo co niedawno mi się śniło. Przestraszyłam się tym nie na żarty. To było zbyt realne, aby mogło być prawdziwe. A jednak się to stało. Pomyślałam sobie, że jak ten sen stał się realny, to może także i inne sny mogą się ziścić. Nie byłam z tego zadowolona ani trochę. Jak to się mogło stać, by sen przeobraził się w coś naturalnego, takiego rzeczywistego? Znowu usłyszałam szelest i łamanie gałęzi. Przestraszyłam się. Myślałam, że przyszedł po mnie, więc puściłam się biegiem, prosto przed siebie. Pamiętam tę drogę ze snu. To wszystko ze snu było takie realne. Nie wiedziałam gdzie kończy się sen, a gdzie realia życia. Jakimś trafem trafiłam do domu. Do mojego domu! Do mojego ukochanego domu. Nigdy nie sądziłam, że będę się tak cieszyć gdy wrócę do domu. Czułam, że tam mogę czuć się bezpiecznie. Przed drzwiami wejściowymi czekały na mnie moje dwa koty. Bardzo się ucieszyłam na ich widok, bo nie raz dotrzymywały mi towarzystwa. Zawsze byli przy mnie gdy ich potrzebowałam. Przy nich nie czułam się tak samotnie, jak bez nich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz