wtorek, 26 lipca 2016

Stara przeszłość przytrafiająca się teraźniejszości


Nie, nie zapomniałam o Was. Aktualnie robię porządki u siebie w myślach, dotyczące wszystkiego i każdego kogo spotkałam. Zdaję sobie teraz sprawę, że niektóre sytuacje z przeszłości mogłam inaczej rozegrać ale zdaje mi się, że każdy z Nas tak myśli gdy wróci do dawnych sytuacji.
Ostatnio czuję się wokół niektórych rzeczy obco ale jednocześnie mam uczucie, że je skądś znam.
Osoby, które są względem siebie lojalni są zarazem względem siebie brutalni, zbyt wymagający. Już nie potrzeba innej osoby, która by stała nad nim i mówiła mu jaki to jest przeciętny, nijaki, nic nie znaczący, ponieważ już sam to robi. Bycie lojalnym względem siebie jest bardzo trudne. Wiem jak to jest dochować przeróżnych tajemnic, które chciałoby się powiedzieć ale nie można. Tajemnice palą od środka. Niszczą nasze wnętrzności, psychikę i patrzenie na życie. Coraz to nowe tajemnice mają to do siebie, że człowiek jeszcze bardziej się w sobie zamyka. Niszczy najbliższe relacje, traci kontakt z rzeczywistością. A co mu wtedy pozostaje? Patrzenie z kąta w kąt w poszukiwaniu zbawienia.



Znalazłam swoje stare opowiadanie, które napisałam w gimnazjum. Swoje wnioski napiszę pod tekstem, by niczego Wam nie sugerować. Może i Wam nasuną się takie same, a może inne wnioski. Zapraszam do uważnego czytania..

Rozdział 1
W małej wsi Marnowo żył sobie chłopiec o imieniu Wirgiliusz. Miał 13 lat i chodził do drugiej klasy szkoły podstawowej. Nie należał do najlepszych uczniów, ponieważ już raz nie zdał do następnej klasy. Był chłopcem średniego wzrostu, buzię miał jak "księżyc w pełni". Ubrany chodził w brzydkich i brudnych ubraniach. Jego strój wyglądał zawsze podobnie: biały, podarty podkoszulek, spodnie moro, zardzewiały łańcuch na szyi i buty glany. Nie należał do posłusznych dzieci. Cały czas uprzykrzał ludziom życie. Powodem jego złości było to, iż dawniej koledzy przezywali go "Wigilia". Od tamtej pory Wirgiliusz stał się niegrzeczny, chciał się zemścić na kolegach. Przysparzał swoim rodzicom dużo kłopotów wychowawczych. Jego mama była dobrą kobietą, która chciała jak najlepiej wychować syna, ale jemu na tym nie zależało. Mama nazywała się Grażyna i miała 40 lat. Pracowała jako kasjerka w sklepie spożywczym w Marnowie. Z kolei ojciec nigdzie nie pracował, cały czas spędzał nad butelką wódki. Spotykał się z kolegami i pił z nimi. Gdy wracał do domu to się awanturował. W ogóle nie interesował się rodziną. Miał na imię Alfred i miał 48 lat. Z zawodu był górnikiem. Wirgiliusz miał także młodszą siostrę, która miała na imię Tereska. Miała 5 lat i bardzo kochała brata. On z kolei nie był dla niej miły, cały czas jej dokuczał. Ciągnął ją za włosy, wchodził do pokoju i rozrzucał jej rzeczy. Raz nawet zniszczył jej ulubioną lalkę. Miał serce z kamienia.
Wirgiliusz włóczył się całymi dniami po wsi. W domu prawie nie bywał. Co więcej prawie wcale nie chodził do szkoły. A gdy już zdarzało mu się przyjść, to jego zachowanie nie było godne pochwały. Dokuczał wszystkim rówieśnikom, mówił brzydkie słowa, rozpoczynał bójki na korytarzach. Osoby, które się dobrze uczyły wyśmiewał, nazywał je kujonami. Na lekcjach przeszkadzał nauczycielom, nie odrabiał zadań domowych, nawet nie przynosił na lekce podręczników i zeszytów. Nic go nie interesowało. Czasami bywało tak, że od młodszych kolegów wyłudzał pieniądze.
Kiedy był głodny kupował Wieś-Mac w McDonaldzie za pieniądze, które ukradł mamie z portfela. Ciągle wpadał w kłopoty.
Pewnego razu w Marnowie koło kiosku Wirgiliusz zauważył rower. Ani chwili się nie zastanawiał. Wsiadł na niego i pojechał. Wjechał do ślepej uliczki, gdzie zobaczył grupę młodych ludzi w kapturach na głowie. Podszedł do nich.
- Cześć ziomy! Super wyglądacie. Mam do Was pytanie. Chciałbym należeć do waszej paczki. Przygarniecie mnie?
- A coś Ty taki szybki? - odpowiedział jeden z chłopaków. Możemy Cię przyjąć, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?- zapytał Wirgiliusz.
- Jak wykonasz pewne zadanie, to może wtedy przymniemy Cię do paczki- mówi ten największy z grupy, być może ich przywódca.
- OK, nie ma sprawy. Zrobię wszystko.
- A więc, na początek masz extra zadanie. Tuż za rogiem jest sklep spożywczy. Pójdziesz tam i ukradniesz parę butelek piwa.
Wirgiliusz nie zastanawiał się ani chwili, chciał pokazać, jaki jest odważny.
- OK- mówił klaszcząc w dłonie. To dla mnie pestka. Zrobię to- ponieważ to zadanie wyglądało na łatwe.
Gdy wszedł do sklepu rozejrzał się, czy nikt go nie obserwuje. Nie było widać pani sprzedawczyni. Zaczął w pośpiechu pakować butelki z piwem do plecaka. Nagle nadeszła mama Wirgiliusza, która pracowała w tym sklepie. Matka była zawiedziona, gdy ujrzała swojego syna kradnącego piwo.
Po powrocie do domu Wirgiliusz nie chciał wracać do tego incydentu. W ogóle nie miał ochoty porozmawiać z mamą. Krzyczał na nią, mówiąc jej, aby się nie wtrącała. Matka płakała, a Tereska siedziała w rogu i mówiła- Mamo nie płacz.
W końcu Wirgiliusz nie wytrzymał, wziął plecak i wyszedł z domu mocno trzaskając drzwiami.

Rozdział 2
Po drodze spotkał paczkę, do której chciał należeć. Jak go zobaczyli to zaczęli się z niego śmiać. Wtedy podszedł do nich i zapytał:
- Macie może papierosy albo piwo?
- Po co? Tobie? Ty nawet nie wykonałeś swojego zadania, jeszcze naślesz na nas psów!- odpowiedział jeden z chłopców.
- Czekaj.. jak chce, to mu daj. Tylko, żeby później nie było na nas, że od nas to masz. Tu masz 2 fajki, resztę sobie skombinuj jak chcesz..
- Ejj, nie znacie jakiegoś miejsca gdzie mógłbym przenocować?
- Nie gadaj, że uciekłeś z domu?
- Yyy.. no tak, uciekłem..
- No co Ty? Ale jaja, dzieciak zwiał z domu!
- To znacie takie miejsce czy nie?
- No dobra, może się coś znajdzie..
Wirgiliusz znalazł miejsce na nocleg. Był głodny, bo nie jadł ani obiad ani kolacji. Myślał jakby sobie załatwić papierosy i piwo. Chciał ukraść, ale pomyślał, że jak pójdzie do tego sklepu, co przedtem to mogą go złapać, a tego to on na pewno nie chciał. Musiał pomyśleć, gdzie indziej to zdobyć. Szukał tą paczkę, ale nie mógł ich nigdzie znaleźć. Pomyślał sobie, że albo ich zamknęli w więzieniu albo stąd uciekli. Nie wiedział, gdzie ich szukać. Ani razu nie pomyślał o swojej mamie, ani siostrze, a co dopiero o tacie.
Tymczasem w domu..
Pani Grażyna siedziała w pokoju cała w łzach, zapłakana, a Tereska starała się pocieszać mamę. W pewnym momencie wrócił ojciec do domu pijany. Zauważył, że nie ma syna w domu, a matka siedzi w pokoju i płacze, a córka przy niej. Wpadł w szał. Awanturował się, sąsiedzi chcieli dzwonić po policję, ale zrobiło się dziwnie cicho. Słyszeli jak Alfred krzyczy na żonę i córkę, gdzie jest jego syn i co on znowu zrobił. Matka nie chciała mu tego mówić, ale powiedziała mu dopiero wtedy, gdy już trochę ochłonął. Po wszystkim wyszedł z domu trzaskając drzwiami, zdenerwowany, a zanim wyszedł powiedział:
- Dorwę tego smarkacza, choćby nie wiem co..
- Nie rób mu nic złego, to jeszcze dziecko..- powiedziała matka.
- No i co z tego? Należy się mu porządne lanie, idę go poszukać..
Tereska bardzo bała się o brata. Mama ciągle płakała i myślała, gdzie on może być. Alfred wrócił do domu po 3 dniach, a jego w domu jeszcze nie było. Grażyna chciała donieść na policję o zaginięciu syna, ale on stanowczo powiedział:
- Jak zrozumie swój błąd, to wróci.
- A jak nie wróci?- odpowiedziała żona.
- To trudno, takiego syna to ja nie chcę..
- Ale to twój pierworodny, jedyny syn.
- Ale popatrz co z niego wyrosło: złodziej, pyskował na każdym kroku, to takiego syna chciałaś?
- No nie, ale się może poprawi, trzeba go poszukać!
- Mówię Ci, jak zrozumie co to znaczy być samotnym, nie mieć nikogo, to zobaczysz wróci do domu.
- Miejmy nadzieję..
Wszystko to słyszała Tereska, pomyślała, że sama zacznie szukać brata, jak jej rodzice nie chcą. Przyszykowała sobie buty, ubrania, czapkę, szalik. Jak mama położyła ją spać i oni także poszli spać, przebrała się i wyszła z domu głównymi drzwiami. Rodzice nawet nie zauważyli w nocy, że ich córki nie ma w domu i że wyszła głównymi drzwiami, a oni mają pokój przy drzwiach frontowych. Tereska chodziła całą noc po wsi szukając brata. Nikt z przechodniów nie zauważył, że 5-letnie dziecko samo chodzi po ulicy, a tym bardziej w nocy. Wołała, szukała w najstraszniejszych, najciemniejszych miejscach, które były dla niej straszne. Przezwyciężyła swój strach. Bała się chodzić sama wieczorami. Zawsze chodziła z mamą, ale jej tam nie było. Spotykała po drodze samotnego psa, który ciągle się obok niej kręcił. Chodził ciągle za nią. W pewnym momencie zaszczekał na nią, ona się wystraszyła i zaczęła uciekać przed nim. Gdy zaczął ją gonić, złapał ją za kurtkę i Tereska upadła. Widział to pan tego psa, wziął ją na ręce i zaprowadził do swojego domu. Ogrzał ją i przygarnął na resztę nocy. Następnego dnia, kiedy się rano obudziła zobaczyła, że leży w łóżku w jakimś innym obcym domu. Wystraszyła się, zobaczyła, że obok niej leży ten sam pies co w nocy ją gonił. Do pokoju wszedł właściciel tego oto psa. 
- Cześć. Nazywam się Robert i mam 40 lat. W nocy zauważyłem, że mojego pupila nie ma w domu, więc zacząłem go szukać. Później usłyszałem, że pies szczeka i ktoś krzyczy. Poszedłem za tymi dźwiękami i znalazłem Ciebie leżącą na drodze, a przy Tobie mojego pupila.
- A jak się wabi?
- Jeszcze mu nie nadałem imienia. Niedawno się przybłąkał i nie znalazłem stosownego imienia dla niego. A może Ty wymyślisz dla niego jakieś imię?
- Ja? Naprawdę mogę?
- No pewnie.
- To może nazwiemy go Kulka?
- Dobrze. Jak chcesz, ale będziesz musiała go odwiedzać czasami. To może teraz mi powiesz dlaczego byłaś sama w nocy na ulicy?
- Chciałam poszukać mojego brata, który jeszcze do domu nie wrócił..
- A powiedziałaś to rodzicom?
- Nie, nie wiedzą, że w nocy poszłam.
- To muszę Cię odprowadzić do domu, ale to później po śniadaniu.
Robert wziął ze sobą Tereskę i poszli do jej domu odprowadzić do rodziców. Rodzice się bardzo ucieszyli na widok swojej córki. Z całego serca podziękowali Robertowi za odnalezienie ich córki.
- Mamo, a mogę chodzić do pana Roberta do Kulki?
- Jakiej Kulki?
- Do pieska. Ja go tak nazwałam. Mogę?
- Jak się pan Robert zgodzi to tak.
- O tak, chętnie- odpowiedział znalazca Tereski.
- Dobrze, ale będę Cię tam zaprowadzać i odbierać do domu.
- Dobrze! Słyszysz! Będę Cię mogła odwiedzać!- mówi do pieska
Minął tydzień, a Wirgiliusz nawet nie pomyślał o powrocie do domu. Włamywał się do pobliskich sklepów, kradł. W jednym miejscu był może przez jeden dzień. Przenosił się z jednej wsi do drugiej. Starał się zapomnieć o tym co się stało tydzień temu, ale nie dał rady. Ruszyło go sumienie. Wtedy pomyślał sobie:
- Ciekawe jak tam siostra i mama. Już tydzień się nie kąpałem, nie mam na sobie czystych ubrań. Śmierdzę jak jakiś bezdomny. Przez ten czas jedzenie wybierałem z śmietnika, kradłem, a ja mam dopiero 13 lat! Ja nie chcę takiego życia jak ma bezdomny. Kiedyś chciałem być strażakiem i jak teraz do tego dążę i jak wyglądam? Spytam się, gdzie jestem i wrócę do domu, o ile będą mnie tam jeszcze chcieli i będą mnie uważać za swojego syna.
Po kilku godzinnej wędrówce w przemyśleniach czy iść do domu i prosić o wybaczenie czy jednak tego nie robić.
- Jestem przed domem i co teraz? Wejść czy nie? Jak to się mówi: "raz kozie śmierć".
Rodzice wpuścili Wirgiliusza do domu. Bardzo się ucieszyli z jego powrotu. Obiecał, że się poprawi, pójdzie wszystkich przeprosić, którym dokuczał i pójdzie przeprosić także sklepy w których kradł. Mówił, że bardzo za nimi tęsknił. Najbardziej ucieszyła się Tereska z jego widoku. Uściskała go bardzo mocno. Opowiedziała mu o ucieczce z domu w celu jego znalezienia, o Kulce. Mama była bardzo zadowolona, że wrócił i zrozumiał swój błąd. Ojciec nie krzyczał tylko podszedł i go mocno przytulił, popłakał się. Nawet największy twardziel i zwyrodnialec, może się przełamać i płakać jak małe dziecko.

Czy aby ludzie mogą się zmieniać? Ze swojego doświadczenia w to wątpię, a może jednak? Nie wiem. Nie spotkałam nigdy kogoś kto by się odmienił. Zmienił swoje dotychczasowe przyzwyczajenia, perspektywę patrzenia na świat cokolwiek. Co innego z małymi dziećmi. Ich patrzenie zmienia się wraz z dorastaniem. Jednakże jestem zdania, że zmieniają się tylko dzieci. Dorośli są już na to za "starzy".



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz